Labin położony jest na wzgórzu, z którego rozciąga się oszałamiający widok na port w Rabacu oraz leżące po drugiej stronie zatoki wyspy – Cres i Losinj. Do Rabaca to jakieś 10 minut jazdy samochodem po typowych dla Chorwacji serpentynach. Miasto to architektoniczny miszmasz – centrum to stara średniowieczna zabudowa, obok trochę nowej mieszkaniówki, trochę baroku, trochę renesansu…

Na głównym placu  kilka knajp i kafejek, niby siedzą w nich turyści ale całe miasto sprawia wrażenie wyludnionego. Zaspane koty leżą gdzie się da, nikt się nie spieszy.

 

 

W Chorwacji tak naprawdę pełno jest miast z wąskimi kamiennymi uliczkami, ale zwiedza się je z całym tłumem turystów – patrz Korcula, Dubrownik, etc. Tutaj uderzyła nas zupełna cisza i spokój. Zero ruchu, kilka galerii otwartych nie wiadomo właściwie dla kogo, oprócz nas włóczyło się może pięć innych osób. Zwiedzanie starego miasta zajmuje chwilę, ale to bardzo przyjemna chwila.

 

 

 

 

 

 

 

 

Na urlopie czasu i kalorii nie liczymy.

 

Na koniec nieporadnie sklejona panorama Labina.