Zmieniam nazwisko na Kowalczyk – z racji totalnej fascynacji narciarstwem biegowym. Nie żebym miała jakieś wyniki, bo nie mam, ale satysfakcja, jaką daje taki rodzaj wysiłku (inaczej bym to nazwała, ale tylko brzydkie słowa mi przychodzą do głowy) zupełnie uzależnia. Poza tym to jest ten rodzaj sportu, który się „umie” po 10 minutach od zapięcia nart. Pewnie, że żadnej tam techniki nie ma – ale za to czysta radość i ta niesamowita tlenowa głupawka, której się dostaje po godzinie jazdy. Najpierw myślałam, że to dyscyplina dla emerytów ze względu na niebezpieczne podobieństwo do zupełnie dla mnie obciachowego nordic walking, ale okazuje się, że to naprawdę jest fajne. W rezultacie żal mi każdego słonecznego dnia, kiedy nie mogę być w Jakuszycach.