To zdecydowanie moje ulubione zdjęcie z tegorocznego urlopu. Bardzo lubię portrety pod słońce, wszelkie „błędy” – flary, odblaski i teoretycznie to, co w książkowej fotografii niepożądane, sprawiają że podskakuję, kiedy uda mi się coś takiego. A czego w tym przypadku można chcieć więcej oprócz wąskiej uliczki, chowającego się w zabudowie słońca. I jako bonus – odbicia w poręczy krzesła.
Poświata sprawia, że model wygląda prawie jak anioł, którym co najwyżej BYWA już teraz sporadycznie.