Parę godzin później, dwadzieścia parę stopni więcej. Kiki potrzebował zażyć trochę aktywności fizycznej, my potrzebowaliśmy italijańskiej kofeiny. Śmigaliśmy sobie tu i tam, gubiąc na zawsze fajne czapki z daszkiem, włażąc w jakieś podwórka, które okazywały się siedzibami kapitalnych małych galerii z …wszystkim. Potem Kikiemu się znudziło, przysiadł sobie i obserwował włoskie mammy i włoskie laski w jego kategorii wiekowej, więc postanowiliśmy się zbierać na tour de France.