Ostatni dzień września, godzina 7 rano, jakieś 4 stopnie Celsjusza. Dzieciaki ubrane w same bluzy idą na przystanek szkolnego autobusu, a my zmordowani pierwszym tysiącem kilometrów zatrzymujemy się, żeby trochę dać odpocząć sobie i strzałce. Świętej pamięci strzałce, która przejechała z nami taaaaaaaaki porządny kawałek Europy, a dokonała ostatnio żywota kasując się kompletnie pod Szklarską Porębą.