7 dni, 2 rowery, ponad 300 km. Z Koszalina na Hel, drogami mniej lub bardziej krętymi. Tak w skrócie wyglądały nasze wakacje w tym roku. Pierwszy raz porwaliśmy się na coś takiego, ale już wiemy, że na pewno nie ostatni. Każdemu polecam, trasy nie są jakieś hardcorowo trudne, chociaż zdarzały się momenty zwątpienia. Nie jesteśmy rowerowymi maniakami, rower jest naszym podstawowym środkiem komunikacji w mieście, ale raczej nic poza tym.

Artur na swoim góralu piszczącym i klekoczącym, ja na miejskiej kozie kupionej 7 lat temu za 150 zł, obładowani sakwami, namiotem, śpiworami, ale okazuje się, że można. Dla mnie pomysł z namiotem na początku wydawał się zupełnie abstrakcyjny, ale jak widać nie ma co z góry zakładać, że się nie da, jak się da.

Nasze przygotowanie ograniczyło się do posłuchania dobrych rad niejakiej Babci, rowerowej wymiataczki, która taką trasę zrobiła w maju oraz do przeczytania kilku blogów (takiego, takiego i jeszcze takiego). Gdyby ktoś miał ochotę się porwać na podobny wyjazd, to postaram się tu w miarę czytelnie opisać wszelkie szczegóły. Podsumowując, jest to opcja dla każdego, kto lubi polskie morze, ale nie znosi klimatu nadmorskiego deptaka z całą tą tandetą i kiczem. Jeden nocleg w jednym miejscu i dalej w drogę. Z ładnymi widokami, ale bez polskiego piekiełka i żenady.

Dzień pierwszy. Trasa: Wrocław – Koszalin (PKP) i dalej rowerami z Koszalina do Mielna i do Łazów (24km).


Trasa Koszalin – Mielno. Wyjazd z samego Koszalina jest trochę uciążliwy, ale po pierwszych 2-3 km jedzie się dalej cały czas fajną ścieżką rowerową.

Trasa Koszalin – Mielno
Trasa Koszalin – Mielno

Chorwacki browar nad polskim morzem. Jak wiadomo Mielno niszczy ludzi, cały czas się z tego śmialiśmy, ale to faktycznie kwintesencja kiczu
 i nadmorskiej polskiej porażki. Uciekać! Omijać!

Mielno, 15 minut odpoczynku.

Trasa Mielno – Łazy, bardzo przyjemna i łatwa.

Trasa Mielno – Łazy

Łazy
Pierwszy nocleg (i jedyny) jaki spędziliśmy nie pod namiotem był w sumie najgorszy, załatwiany w ciemno jeszcze z Wrocławia, żeby mieć jako taki komfort na miejscu. Jak się później okazało, z namiotem jest i łatwiej i wygodniej, więc nie ma co panikować.
Te 24 km pierwszego dnia też były o tyle fajne, że sprawdziliśmy, jak dajemy radę z obciążonymi rowerami, itd. Z resztą nie byłoby czasu na dłuższą drogę, bo w Koszalinie byliśmy o 16.
Od Artura: dobre rady na koniec dla tych co nie mają zupełnie doświadczenia. Nie do końca ufać PKP – jak mówią, że jest przedział dla rowerów to okazuje się, że jest mała klitka na końcu pociągu; jak mówią, że nie można przewozić rowerów to lepiej dopytać, bo prawdopodobnie będzie to możliwe na końcu pociągu w korytarzu i najlepiej jechać w środku tygodnia, bo wtedy jest dużo luźniej w pociągach. Na peronie lepiej odpiąć bagaże z rowerów, bo z nimi wejście jest bardzo trudne.