Dzień trzeci. Trasa: Jarosławiec – Ustka – Rowy (52km).

Z Jarosławca bardzo chcieliśmy jechać do Ustki wzdłuż wybrzeża. Na blogach innych rowerowców wyczytaliśmy, że są to tereny wojskowe, ale przepustkę dostaje się bez problemu. Niestety okazało się, że może i można ją zdobyć, ale kilka tygodni wcześniej trzeba mailowo podesłać wniosek, który kierują do rozpatrzenia i umieszczają nazwiska w rejestrze, które później sprawdza się przy bramie wjazdowej. Pech, naszych nazwisk nie mieli, wjechać się nie dało. Tutaj google trochę dłuższą trasę pokazuje, bo nie widzi ścieżek rowerowych. Nie jechaliśmy przez Naćmierz tylko przez Jezierzany, Łącko, Królewo, Zaleskie i Duninowo. Za Królewem kończy się polna droga wyłożona betonowymi płytami i trzeba wjechać na drogę 203. Odcinek średni, bo jest i trochę podjazdów i duży ruch, tiry jadą jak szalone, w dodatku wiało tak, że dwa razy dosłownie wylądowałam na poboczu. Ale jakoś się do Ustki doczłapaliśmy i tam chwila na oddech.

Później z Ustki do Orzechowa przy morzu (czerwonym szlakiem), leśnymi fajnymi ścieżkami do Duninowa, gdzie trochę pobłądziliśmy, ale z pomocą przyszła pani z pobliskiego spożywczaka 🙂 potem szlakiem rowerowym do Poddąbia, a dalej przez miejscowości Machowinko i Dębina czerwonym szlakiem do Rowów.

Jarosławiec. Pole namiotowe „Tina”, oprócz naszego jeszcze jeden namiot… Ale klimat był i spokój święty też.

Zaczyna padać, więc owijamy sakwy workami, ubieramy kurtki, cały ten kram. Ruszamy i oczywiście przestaje.

Łącko, 10 minut i po deszczu

Łącko

Ustka


Za Ustką są odcinki piaszczyste i trzeba prowadzić rowery, ale tragedii nie ma

W okolicy Duninowa trochę pobłądziliśmy, nagle okazuje się, że jesteśmy na jakiejś dziwnej górze i nie wygląda to na trasę którą da się pokonać rowerem, zwłaszcza miejskim 🙂

Okolice Poddąbia

Rowy

Od Artura: w Rowach koniecznie trzeba zjeść pierogi ruskie „U Jadzi”