Dzień piąty. Trasa: Łeba – wydmy – Łeba – Stilo (41km).

Najkrótszy dystans, najgorszy dzień jazdy. Rano pojechaliśmy na wydmy. Oboje byliśmy tam w 2003 roku, Artur zimą, ja latem, jeszcze się wtedy nie znaliśmy. No więc kurs na wydmy i tam przykre zderzenie z polskim piekiełkiem. Opasłe damy, które prychały ze złości, że to tak daleko i że trzeba iść, że kolejka, że w ogóle trzeba zapłacić za wstęp (!!!), kolesie, którzy wpadają na pomysł, że „wezmą bilety na fakturę”, ludzie zlewający totalnie tabliczki „Zakaz wstępu”, bo te 2 metry za sznurkiem fota zyska nową jakość i będzie lepsza na fejsa. Ogólnie porażka i ma się ochotę uciec. Tego dnia bardziej niż zwykle cieszyliśmy się, że nie musimy w tym uczestniczyć i że jesteśmy na rowerach; na wydmach byliśmy minut 20. 

Potem hardkoru ciąg dalszy. Z Łeby baliśmy się jechać czerwonym szlakiem, bo podobno błotnisty (takie info dostaliśmy od człowieka w wypożyczalni rowerów w Łebie), więc pojechaliśmy przez Nowęcin, Szczenurze, Sarbsk, Ulinię. W miejscowości Dymnica – najokropniejszej wiosce świata, w której śmierdziało i było przerażająco zostaliśmy poddani dezinformacji przez ludność lokalną! Błądzenie w błocie, dziwna droga, której do końca nie byliśmy pewni czy w ogóle da się nią przejechać… Dobrze, że nie zdecydowaliśmy się poprzedniego dnia jechać do Stilo, bo nie zniosłabym dwóch takich błotnistych tras jednego dnia. Tego dnia oboje odczuliśmy też lekkie zmęczenie po kilku dniach jazdy i byliśmy jacyś przydołowani, więc ten dzień był taki sobie.
Ale w końcu dojeżdżamy do Stilo, którego nie ma chyba nawet na google maps. W zasadzie pisanie o Stilo (na papierowych mapach występuje też pod nazwą Osetnik) to jak podawanie współrzędnych do Atlantydy. Jest tam cudownie głównie dlatego, że kompletnie nikogo tam nie ma, bo po co tam przyjeżdżać – Stilo nie leży nawet nad morzem. Na plażę trzeba iść około 25 minut pod górkę do latarni morskiej, a później w dół piaszczystą leśną drogą. W Stilo znajdują się: 2 smażalnie ryb, 1 buda z pieczywem, 1 buda z suwenirami i pole namiotowe. Koniec. Cisza. Wygwizdowo. Ale jest tam cudnie i przyjeżdżają jacyś zwariowani hipisi z dzieciakami, które biegają całe brudne i szczęśliwe między namiotami i jest tam ujmując rzecz najprościej – ZAJEBIŚCIE.

Łeba, Camping Morski – zwijamy domek

Czytanie ze zrozumieniem na wydmach

Dymnica, punkt usługowy

Camping „Stilo”

Najlepsza ryba ever

Widok z latarni Stilo

Droga od latarni na plażę

Pusto, cicho, pijemy piwo zawinięci w śpiwory, bajka

Latarnia Stilo

[Dzień 1] [Dzień 2] [Dzień 3] [Dzień 4] _ [Dzień 6] [Dzień 7] [Dzień 8 i 9]