Trasa: Hel – Gdańsk (prom) – Wrocław (PKP)

Po Helu włóczyliśmy się jeszcze jeden dzień. Z resztą imprezowa natura Hellkampu nie pozwoliła nam za bardzo składać namiotu od razu następnego dnia. Przynajmniej mieliśmy okazję, żeby poleżeć trochę na plaży, chociaż ten jeden raz. W mieście oczywiście dalej rządzili mundurowi i co chwilę coś się działo w związku z D-Day; pewnie gdyby nie to, to Hel byłby tylko kolejnym małym miasteczkiem, w którym można być góra jeden dzień. Ostatniego dnia naszej wyprawy zapakowaliśmy się z całym naszym dobytkiem na prom do Gdańska. Na szczęście prom wpływa praktycznie do samego centrum, skąd jakieś 20 minut zajęło nam dokuśtykanie z zepsutym rowerem na dworzec i już wieczorem byliśmy we Wrocławiu. Plan na następną podróż: gdzieś dalej i dłużej. Fin.

Tata z synem?

Gdańsk