Mieszkam z tym panem 4 rok, mamy swoje słabsze momenty, ale w ogólnym rozrachunku myślę, że sytuacja obopólnie jest in plus. W dalszym ciągu jest strasznym cwaniakiem, notuję te jego cwaniackie teksty w zeszycie, kiedyś mu go dam, na osiemnaste urodziny może. W sumie to już za 14 lat.
Ostatnio nauczył się kłamać. Niby nic, bo przecież dorośli codziennie ściemniają („Właśnie miałam do ciebie dzwonić” – tak podobno statystycznie najczęściej), ale kiedy zorientowałam się, że zrobił to po raz pierwszy, poważnie mnie to zaskoczyło. Zorientował się, że może nas ściemniać, kiedy nie chce mu się iść, więc mówi, że coś go boli i wtedy tata bierze „obłożnie chorego” na ręce. Jakiś czas temu mieliśmy taką rozmowę:
Mamusia, galdziołko mnie boli. /smutna mina cierpiętnika/
Czyli nie możesz zjeść lodów? Szkoda.
To znaczy… Później będzie mnie bolało.
A tak było rok w 2013. I w 2012. I w 2011.  A teraz jest tak: