W wieczorem można w Barcelonie: jeszcze więcej zjeść, tłusto zjeść, później umierać i zaraz znów chcieć zjeść, jeść, eść, ść, ć…, można posłuchać Boba Marleya live (był łysy), można zestresować deskorolkowca aparatem, który zaczyna rzucać deską, bo mu nie idzie, można spotkać grupę ludzi robiących w środku nocy dziwny, ale uroczy, układ taneczny. Można też w niepozornym sklepiku kupić piwo Żubr, ot taki akcent lokalny. Można też odetchnąć z ulgą, bo przesyłka z hotelu z wszystkimi zostawionymi klamotami wróciła, więc pamiętajcie: przed wymeldowaniem się sprawdzajcie szuflady w biurkach…

 

Obejrzyj też: Barcelona w dzień / Barcelona: El Dia