Co zrobić w grudniowy wolny dzień i dlaczego nie piknik w lesie? Zwłaszcza, jeśli akurat jest 15 stopni (co?).

Piknik w lesie zyskał zupełnie nową jakość po spotkaniu ze Staszkiem, który jest kulinarnym megamistrzem, jaka szkoda, że na codzień gotującym w Amsterdamie.
Zrobił nam kolorowe czary mary do jedzenia, nie dość, że pięknie i nierealnie wyglądające, to jeszcze pyszne, w środku lasu.
Do tego zupa z termosu i piwo, które pachniało jak uczta w Grze o Tron podczas Red Wedding zanim jeszcze zaczęła się rzeź. Najadłam się nie tylko oczami, to był prawdziwy foodporn 🙂
Dzięki Stachu!