Nie była to najlepsza pogoda na koncert w plenerze, chociaż kiedy Marika kończyła swój występ, niebo wyglądało przepięknie. Ale że Eryce nie bardzo się do nas spieszyło, to  na Wyspie Słodowej zdążyło się jeszcze porządnie rozpadać. Kiedy na scenę wszedł Dj wszyscy mieliśmy nadzieję, że Badu pojawi się zaraz po nim, niestety ta kazała czekać na siebie jeszcze godzinę.

W końcu o 22 najwolniejszym krokiem jakim tylko można iść, wkroczyła na scenę 40-letnia pani, która już od dawna nie przypominała tej posągowej piękności z teledysku do Bag Lady. Doświadczeni fotowymiatacze ze swoimi dwumetrowymi teleobiektywami zaczęli pod sceną swoje fotoszaleństwo, Erykah zaczęła śpiewać. I pomimo bardzo spokojnego (zbyt spokojnego jak dla mnie) początku, koncert zaczął powoli przeobrażać się w wydarzenie muzyczne z prawdziwego zdarzenia. Po Bag Lady w reagge’owym aranżu i jej skoku w publiczność mogłam jej wybaczyć już zupełnie wszystko.