Na samym końcu archipelagu koralowych wysepek Florida Keys, 260 km od Miami i jakieś 150 km od Kuby leży Key West. Ze średnią temperaturą 26 stopni, karaibskim klimatem, obłędną roślinnością i liczną społecznością LGBTQ, która aktywnie stymuluje artystyczne życie wyspy, Key West to hipisowski żywioł chętnie odwiedzany przez turystów, a zamieszkały przez najróżniejszych dziwaków i artystyczną bohemę. Nie potrafię znaleźć wspólnego mianownika, który mieściłby całe to szaleństwo w jakiejś krótkiej frazie.

O charakterze wyspy, a także o dumie i nieszablonowości jej mieszkańców dużo mówi historia z 1982 r. kiedy wyspa stała się stolicą fikcyjnej Conch Republic. Mieszkańcy powołali republikę w ramach protestu przeciwko blokadzie międzystanowej drogi nr 1, kiedy to policja przeszukiwała samochody i legitymowała kierowców w poszukiwaniu narkotyków i nielegalnych imigrantów. Ruch został doszczętnie sparaliżowany, Republika Conchów wypowiedziała USA wojnę, a po minucie ogłosiła kapitulację i zażądała 1 miliarda dolarów reparacji wojennych 🤣😂😎

Jak po takiej historii można ominąć to miejsce będąc w Miami?

Po całodziennej jeździe przez Florida Keys, byczeniu się na Bahia Honda Beach i zatrzymywaniu co kilkanaście kilometrów, żeby zrobić zdjęcie dotarłam późnym wieczorem do celu. Na jednej z głównych ulic starej części Key West znalazłam podobno ulubiony bar Hemingwaya, Sloppy Joe’s, który za czasów pisarza znajdował się co prawda w innej lokalizacji, a teraz przy Duval Street jest jednym z tych miejsc, w których zawsze jest tłoczno. Joe Russel, szmugler rumu w czasach prohibicji, a później właściciel baru, tak podobno przypadł do gustu Hemingwayowi, że nie tylko łowili razem ryby, ale jego postać znalazła się w jednym z opowiadań pisarza.

Key West FloridaKey West nocąKey West nocąKey West nocąKey West nocąUlubiony bar Hemingwaya, Key WestUlubiony bar Hemingwaya, Key West

 

W Indiach są krowy, a na Key West – wolne kury, które lokalsi nazywają gypsy chickens. Podobno były na wyspie od zawsze, ale kiedy populacja za bardzo się rozrosła władze powołały w 2004 r. stanowisko „łapacza kur”. Zostało zlikwidowane w tym samym roku po proteście mieszkańców, którzy chcieli, żeby zostawić ich cygańskie kury w spokoju.

Key West jest pełne takich historii. Jak na przykład ta o pomniku ku czci Bishopa Alberta Kee zwanego Ambasadorem Key West. Bishop Kee przez ponad 50 lat pozdrawiał turystów i mieszkańców wyspy dmuchając w muszlę, sprzedawał ryby i świeże ślimaki. Ktoś oszacował, że przez ponad pół wieku powitał tak około 11 milionów ludzi. Dziś w najbardziej wysuniętym na południe punkcie tej części Stanów stoi jego pomnik.

 

Jeśli jesteście Januszami turystyki tak jak ja i śpicie w samochodzie, to na Key West trzeba się trochę najeździć, żeby znaleźć dobre i legalne miejsce do spania. Zasadniczo bowiem policja zgodnie z przepisami powinna pilnować, żeby w samochodach nie spano. Nie wiem jaki argument za tym przemawia, ale tak właśnie jest, włącznie z tym, że informują o tym znaki drogowe. Parking pod Burger King na odludziu okazał się jednak dobrym rozwiązaniem, a rano przyszły do mnie takie ptaszory:

 

Niektóre domy na wyspie budowano podobno z resztek drewna z roztrzaskanych łodzi, a mieszkańcy stawiali latarnie morskie, które miały zwabiać statki w kierunku skalistych brzegów wyspy celowo doprowadzając do katastrof.  W ramach prawa, które w telegraficznym skrócie można opisać jako „finders keepers” – to co znaleziono we wrakach lądowało w domach mieszkańców Key West.

Obowiązkową pozycją do spróbowania jest lokalny przysmak – key lime pie czyli sernik z limy, tak pyszny, że równać się z nim może jedynie sernik z Vinyl Cafe we Wrocławiu. Oprócz tego owoce morza w każdej postaci, a omlet z przegrzebkami na śniadanie to po prostu poezja…

Można też zajrzeć do domu Hemingwaya jeśli ktoś lubi tłumy, a jeśli tylko koty, to wystarczy podejść do bramy i poprzytulać trochę sześciopalczastych futrzaków, do których pisarz miał podobno mieć szczególną słabość.

Key West Dom HemingwayaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West FlorydaKey West Floryda

Po trzech dniach odjeżdżam ze złamanym sercem z tego kosmicznego miejsca. Ze spalonymi ramionami, mimo używania kremu z filtrem …70. Zbiera się na burzę. Mieszkańcy uciekają do domów, bo wieje konkretnie. Jakaś pani mija mnie na cruiserze i krzyczy „Here comes the stoooooooorm” i śmieje się tak głośno, że gdybym była w ciemnej uliczce, to jej śmiech może byłby straszny. Ale to Key West. Tu wszystko jest inaczej.

Zobacz podobne wpisy: